Z GETTA W BIECZU NA STACJĘ W LIBUSZY

Historię dwóch dni i dwóch nocy spędzonych przez uciekinierów z getta w drewnianym domu położonym na przedmieściu Biecza znamy z relacji Rudolfa Kosiby – syna gospodarzy – oraz z przekazów Iry Goetza i Chany Kurz. Rudolf Kosiba był najmłodszym z trojga dzieci Tekli i Władysława Kosibów; w 1942 roku miał trzynaście lat. Swoje wspomnienia przedstawił w wywiadzie udzielonym autorkom publikacji Ostatni Sprawiedliwi. Rozmowy z Polakami, którzy ratowali Żydów podczas drugiej wojny światowej autorstwa A. Piątkowskiej i K. Pruszkowskiej-Sokalli.

Dom rodziny Kurz
Jak wskazano wcześniej, Chana Kurz wraz z siostrą oraz ich małymi dziećmi przybyły wieczorem 13 sierpnia 1942 r. do domu teściowej, zlokalizowanego przy ówczesnej ulicy Kromera 692 (obecnie ul. Piekarska 2), z zamiarem ukrycia się w przygotowanej wcześniej skrytce. Mindla Kurz odmówiła jednak wpuszczenia ich na strych, gdzie przebywała pozostała część rodziny, obawiając się, że płacz dzieci może narazić wszystkich na niebezpieczeństwo dekonspiracji. Decyzja ta, choć bolesna dla Chany, w konsekwencji przyczyniła się do ocalenia jej życia. Po odmowie siostry udały się w kierunku lasu na obrzeżach miasta. Było już ciemno, gdy Chana dostrzegła żar tlącego się papierosa i natychmiast zatrzymała się w bezruchu, co pozwoliło jej uniknąć wykrycia. Jej siostra Eidel oraz córka Estera nie zauważyły ukrywającego się funkcjonariusza policji i zostały zastrzelone. Dziecko Chany, Moiszele, nie płakało, co miało kluczowe znaczenie dla jej przetrwania.

Dom rodziny Kurz
Wczesnym rankiem 15 sierpnia 1942 roku, przypadającym na szabat, Chana dotarła pieszo do gospodarstwa Władysława Kosiby, gdzie znalazła schronienie. Kiedy Izaak dotarł w sobotę rano do stodoły Kosibów zastał tam już Chanę Kurz z synkiem Mojżeszem oraz dwie córki Salomona i Tauby Süsskind: Adelę, Rachelę (lub Esterę). Kiedy rodzina Kosibów odkryła, że do uciekinierów z getta dołączył Izaak, chciała go przegonić z obawy, że jako chłopiec będzie łatwo rozpoznawalny ze względu na obrzezanie, czym narazi rodzinę na wielkie niebezpieczeństwo. Chcieli też pozbyć się dwóch sióstr. W konsekwencji Izaak oraz obie dziewczęta opuścili stodołę i udali się do miejscowego wozaka O., aby nakłonić go do przewiezienia sióstr do Nowego Sącza, gdzie przebywali ich krewni. Zakładano również, że w większym mieście łatwiej będzie im się ukryć. Izaak nie ufał jednak temu człowiekowi i odradzał dziewczętom wejście do jego domu, choć jednocześnie liczył, że w przypadku powodzenia przedsięwzięcia sam również zdoła wyjechać do Sącza. Mimo jego zastrzeżeń siostry weszły do środka, natomiast Izaak ukrył się za drzewem i oczekiwał na ich powrót. Czekał przez wiele godzin, drżąc z zimna – był bowiem ubrany jedynie w krótkie spodnie, koszulę i buty bez skarpet, a od trzech dni nie miał nic do jedzenia. Dziewczęta nie opuściły jednak domu i ślad po nich zaginął. W tej sytuacji Izaak postanowił wrócić do gospodarstwa Kosibów, gdzie pozostała Chana Kurz z dzieckiem. Przypuszczał, że kobieta może próbować dołączyć do męża, który wraz z innymi osobami został dwa tygodnie wcześniej wywieziony do Prokocimia. Wśród deportowanych znajdowali się również jego wujkowie, do których zamierzał się przyłączyć. W drodze powrotnej przez las dostrzegł policjanta o nazwisku Wontorowski; na szczęście nie został zauważony, a ulewny deszcz ułatwił mu powrót do stodoły.

Dom rodziny Kurz
Chana Kurz początkowo odmówiła podróży do Krakowa w towarzystwie obrzezanego chłopca, uznając to za zbyt ryzykowne. Izaak przekonywał ją jednak, że zna drogę do stacji kolejowej w Libuszy a synowie Kosibów nie odważą się im towarzyszyć(1). Ostatecznie około godziny 21.00 wyruszyli w kierunku stacji, aby zdążyć na pociąg odjeżdżający do Krakowa o północy. Chana przebrana była za polską wieśniaczkę, z założoną na głowę chustą i dwuipółletnim synkiem Moiszele na ręku a Izaak niósł jej bagaż. Marsz przez las i podmokły teren, w warunkach intensywnych opadów deszczu, okazał się jednak zbyt trudny; uciekinierzy zgubili drogę i przed świtem przemoczeni i wyczerpani powrócili do gospodarstwa Kosibów. Jak się później okazało, ta niefortunna wyprawa uratowała im życie, gdyż tego dnia stacja kolejowa była obserwowana przez Niemców wyłapujących zbiegów z getta. Po powrocie Chanę Kurz z dzieckiem umieszczono w domu, natomiast Izaakowi – po wręczeniu jabłka i kubka mleka – polecono opuścić gospodarstwo. Po sprzeczce zezwolono mu jednak pozostać w stodole, zakładając, że Chana rano samodzielnie uda się na stację i odjedzie do Krakowa bez jego towarzystwa.

Stacja Libusza
Wczesnym rankiem, w niedzielę 16 sierpnia, w tajemnicy przed Izaakiem Chana z dzieckiem udała się na stację. Izaak po przebudzeniu zauważył przez szpary w deskach stodoly oddalającą się kobietę z dzieckiem i podjął próbę wydostania się z zamkniętej stodoły.

Próbowałem wydostać się z szopy, ale byłem zamknięty, dodatkowo przed szopą był zły pies uwiązany na łańcuchu. Nie wiem skąd wziąłem siłę, ale wyłamałem dwie deski, które musiały mieć jakieś trzy czwarte cala grubości i dogoniłem panią Kurz.

Tuż przed stacją Izaak dołączył do Chany, która zgodziła się na wspólną podróż pod warunkiem, że będzie jechał w innym wagonie. Do czasu przyjazdu pociągu ukrywali się pod mostem. Ostatecznie szczęśliwie dotarli do Krakowa.

1. Rudolf, w przeciwieństwie do Izaaka twierdził, że towarzyszył im w drodze.