
Na stacji kolejowej w Libuszy Chana Kurz wmieszała się w grupę wiejskich kobiet, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Izaak natomiast – niewyspany, wygłodzony i ubrany jedynie w koszulę oraz krótkie spodnie – wyraźnie odróżniał się od otoczenia, co przyciągało uwagę postronnych. Rozpoznany przez miejscowych chłopów, stał się obiektem drwin. Ostatecznie jednak obojgu udało się wsiąść do pociągu i bezpiecznie dotrzeć do Krakowa. Dzięki pomocy znajomego z Biecza Chana wynajęła pokój w pobliżu obozu pracy, w którym przebywał jej mąż, Abraham. Ira tego samego dnia trafił do Prokocimia. Tymczasem mąż Chany oraz inni mieszkańcy Biecza pozostawali w przekonaniu, że została ona zatrzymana przez Niemców. Chana miała świadomość, że jako osoba o wyraźnie semickich rysach – ciemnych włosach i oczach – a także matka obrzezanego syna, nie mogła czuć się bezpiecznie w środowisku katolickim. W jej ocenie większe szanse na przetrwanie dawało przebywanie w obozie pracy razem z mężem, mimo skrajnie trudnych warunków, jakie tam panowały.
Obóz w Prokocimiu zwany Julag II (niem. Judenarbeitslager) założono latem 1942 r. Umieszczono w nim osoby pochodzenia żydowskiego. Na początku przebywało tam ok. 2500 więźniów, później ich liczba się zmniejszyła. Żydzi z obozu zatrudniani byli przy pracach związanych z budową linii kolejowej Łobzów – Płaszów. Początkowo obóz nie był zamknięty, więźniowie mogli poruszać się po okolicy, przechodzić do getta, a nawet robić zakupy.
Latem 1943 r. w obozie wybuchła epidemia tyfusu a warunki życia więźniów uległy radykalnej zmianie. Zaostrzono terror, a praca ponad siły i niewielkie racje żywnościowe szybko doprowadziły do śmierci więźniów.

Pomimo formalnego zakazu w obozie przebywały kobiety i dzieci. Mimo zagrożenia w Julagu I znalazlo się około 30 kobiet, które zamieszkaly w jednym baraku. Dzięki zatrudnieniu przy obieraniu ziemniaków Hania mogła mieć Mojszelę przy sobie oraz uzyskiwać dostęp do dodatkowych racji żywnościowych. W późniejszym okresie, po przydzieleniu do pracy w fabryce, była zmuszona pozostawiać dziecko na cały dzień w baraku, zapewniając mu jedynie kilka kromek chleba i cebulę. W swoich relacjach opisywała syna jako pięknego, ciemnowłosego, ciemnookiego, staruszka, który rzadko płakał. Niemiecki oficer dowodzący tym terenem utrzymywał obecność chłopca w tajemnicy; zdarzało się, że bawił się z nim i dokarmiał go. W geście wdzięczności Hania ofiarowała mu diamentowy kolczyk. Fakt posiadania przez nią tak cennego przedmiotu w realiach obozowych należy uznać za wyjątkowy; równie znamienna była odmowa jego przyjęcia przez oficera, który miał powiedzieć: „Zatrzymaj go, będzie ci potrzebny do opieki nad dzieckiem”.
Hania podejmowała ryzyko, aby przeżyć. Pracując przy sortowaniu ubrań w obozie, potajemnie ukrywała część odzieży, którą następnie wymieniała na inne potrzebne dobra. Kradzież mienia, podobnie jak samowolne opuszczanie obozu w celu handlu i zakupu dodatkowych racji żywnościowych groziło śmiercią. Ale chłopiec z którym uciekła z Biecza ochraniał ją, kiedy wkradała się z powrotem do obozu. Izaak był ulubieńcem Niemców, ponieważ był blondynem, miał niebieskie oczy i aryjski wygląd. Odwracał uwagę strażników przy bramie i pomagał jej przynieść jedzenie do obozu dla rodziny i przyjaciół.

Chana doświadczyła licznych tzw. „selekcji”, czyli procedur eksterminacyjnych, w ramach których eliminowano osoby chore i uznane za niezdolne do pracy; eufemistyczne określenie miało na celu maskowanie faktycznego charakteru tych działań. Selekcje przeprowadzano nieregularnie, jednak konsekwentnie poprzedzały one przesiedlenia. Latem 1943 r. Chanę przeniesiono z Prokocimia do Płaszowa, obozu zlokalizowanego w pobliżu ulicy Jerozolimskiej. Podczas jednej z selekcji zezwolono jej — w obecności niemieckiego oficera — na przeniesienie dziecka do nowego miejsca, co Chana interpretowała, że oszukała śmierć. Kolejna selekcja miała miejsce 14 listopada 1943 r. W jej trakcie żydowski funkcjonariusz policji obozowej odebrał Chanie syna, Mojżesza, i powalił ją na ziemię. Gdy podniosła się, dziecka już nie było; nigdy więcej go nie zobaczyła. Przez piętnaście miesięcy Chana utrzymywała syna przy życiu w skrajnie trudnych warunkach panujących w obozach pracy. W większości przypadków podczas selekcji matki były zabijane wraz z dziećmi; jednak w jej przypadku kapo oraz funkcjonariusze niemieccy — ze względu na ocenę jej wyglądu i wiek — odstąpili od egzekucji. Jak relacjonowała po wojnie, pamięć o synu i żałoba po jego stracie towarzyszyły jej codziennie przez całe długie życie.
Po krótkim pobycie w Płaszowie Chana wraz z tysiącami innych więźniów została przewieziona do Skarżyska-Kamiennej.
|