Na drugi dzień, 16 sierpnia 1942 roku Izaak Götz wraz z Hanią Kurz i jej synkiem Moishele podjęli kolejną próbę ucieczki z Biecza. Pierwsza, nocna zakończyła się niepowodzeniem, dlatego tym razem postanowili opuścić miasto w niedzielne przedpołudnie, zakładając, że w tym dniu czujność zarówno niemieckich funkcjonariuszy, jak i polskiej policji będzie mniejsza. Podobnie jak za pierwszym razem ominęli Biecz i skierowali się w stronę stacji w Libuszy. W drodze napotkali liczne grupy chłopów zmierzających do kościoła. Część z nich rozpoznała uciekinierów, a ich obecność stała się przedmiotem komentarzy, co stwarzało ryzyko dekonspiracji. Po dotarciu na stację Izaak ukrył się pod mostem, a towarzysząca mu Hania, ucharakteryzowana na chłopkę, wmieszała się w grupę polskich kobiet, aby nie zwracać na siebie uwagi. Wcześniej, kiedy zbliżali się do stacji, zauważyli samochód z Niemcami. Na szczęście ich obecność nie była związana z poszukiwaniem osób żydowskiego pochodzenia; celem wizyty było odebranie kurczaków z pobliskiego gospodarstwa. Po przyjeździe pociągu zmierzającego do Stróż Izaak - tak jak obiecał Hani - zajął miejsce w innym wagonie, aby nie narażać jej na ryzyko dekonspiracji. Wsiadając do pociągu nie mógł przewidzieć, że w kolejnych miesiącach i latach przejdzie przez piekło siedmiu niemieckich obozów, stanowiących element nazistowskiej machiny terroru i zagłady.
Podczas podróży pociągiem kilku polskich pasażerów rozpoznało Izaaka, co stało się przyczyną drwin pod jego adresem. Jego wygląd wyraźnie odzwierciedlał skrajne wyczerpanie – był boso, ubrany jedynie w koszulę i krótkie spodnie, a także od kilku dni pozostawał bez snu i pożywienia. W obawie przed dalszymi szykanami zdecydował się ukryć w toalecie wagonu, odmawiając zarówno pasażerom, jak i konduktorowi otwarcia drzwi. Opuścił ją dopiero po przybyciu pociągu na stację w Stróżach. Na stacji znalazł się wśród licznie zgromadzonych mieszkańców udających się do kościoła. Za każdym razem, kiedy mieli minąć go niemieccy policjanci, chwytał za poły chust wiejskich kobiet udając, że im towarzyszy w podróży. Była to dopiero druga podróż pociągiem w jego życiu, dlatego nie wiedział, który skład odjeżdżał w kierunku Krakowa. Nie zwracał się jednak o pomoc do innych podróżnych, obawiając się, że jego akcent może ujawnić żydowskie pochodzenie.
W pewnym momencie Izaak dostrzegł wśród podróżnych brata swojego ojca, Arona Götza, oraz dwóch jego kuzynów – Abrahama i Jakuba Singerów. Uradowany zmierzał w ich kierunku, kiedy zauważył, że poruszają się w asyście funkcjonariuszy Gestapo. Zostali oni zaprowadzeni do jednego z pomieszczeń stacyjnych, z którego wypuszczono ich po około 15–20 minutach. Jak się okazało, posiadali przepustki wystawione jeszcze w getcie przez Salomona Götza, zastępcę przewodniczącego Judenratu w Bieczu, co uchroniło ich przed aresztowaniem. Chociaż dokumenty umożliwiały im kontynuowanie podróży do Biecza, Aron Götz oraz bracia Singerowie, świadomi narastającego zagrożenia, podjęli decyzję o powrocie do Krakowa. Wzrokiem dali znak Izaakowi, aby podążał ich śladem. Kiedy zajęli miejsca w wagonie wujek przechodząc obok niego położył na sąsiednim siedzeniu kanapkę z jedzeniem. Dla Izaaka był to pierwszy posiłek od kilku dni. Podobnie, jak to było w przypadku podróży z Hanią Kurz, chłopiec postanowił nie utrzymywać bliskiego kontaktu z krewnymi, aby ich nie narażać. |
|