CMENTARZ KOMUNALNY W BIECZU


Cmentarz Komunalny w Bieczu zlokalizowany jest przy ul. Harta, z możliwością dojazdu od ulicy Bochniewicza, lub ul. Grunwaldziej. Wyznacznikiem jego wartości nie jest czas powstania, ani zachowany zasób sztuki sepulkralnej, lecz pochowani na nim, dawni członkowie społeczności miasta. Wielu znamienitych artystów, historyków, żołnierzy i samorządowców znalazło w tej nekropolii wieczny spoczynek. Tu leżą pochowani m.in. znawcy historii Biecza: Roman Kaleta i Tadeusz Ślawski, artyści malarze: Apolinary Kotowicz, Wojciech Sarnecki, burmistrzowie: Stanisław Salamon, Ignacy Ołpiński (grób symboliczny), żołnierze: Franciszek Haberek (pilot polskich sił zbrojnych w Anglii), ostatni, przedwojenny komendant posterunku policji Jan Tworek, zasłużeni dla miasta: ks. Tomasz Jaszczór, lekarz miejski Antoni Kotowicz i wielu, wielu innych.

Na cmentarzu znajduje się także mogiła, w której pochowano małżeństwo Marię i Józefa Pruchniewiczów, którzy - jako jedyni w Bieczu - otrzymali od Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie Medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Józef Pruchniewicz posiada grób symboliczny, gdyż został w czasie wojny, za ukrywanie Żydów rozstrzelany i miejsce jego pochówku nie jest do końca znane. Najprawdopodobniej leży pochowany w grobie masowym w lesie w Warzycach koło Jasła.




Małżeństwo Pruchniewiczów przechowywało w swoim domu żydowską rodzinę Blumów. Jehuda Leib Blum wraz żoną Traną, córką Reizlą i jej kuzynem z Dukli, Mosze Kuflikiem mieszkali w Bieczu, w domu położonym przy ulicy Piłsudskiego 11. Handlował konfekcją, był właścicielem sklepu bławatnego. Z racji prowadzonej działalności miał rozległe kontakty z polskimi sąsiadami. Kiedy po wybuchu wojny sytuacja Żydów w mieście uległa pogorszeniu, ukrył u kilku zaprzyjaźnionych rodzin część swojego dobytku. Jedną z nich była rodzina Marii i Józefy Pruchniewiczów. 15 sierpnia 1942 r. podczas likwidacji getta, Blumowie wraz z kilkoma innymi osobami schowali się w swoim domu, we wcześniej przygotowanej skrytce. Następnego dnia, rano opuścili Biecz i schronili się w pobliskich lasach. Po okresie koczowania w przypadkowych miejscach, w grudniu 1942 r. przyszli do Marii i Józefa Pruchniewiczów, którzy przygarnęli zbiegów. Zostali ukryci w specjalnie przygotowanym pomieszczeniu w stajni. Po pewnym czasie sąsiedzi zaczęli podejrzewać Józefa o ukrywanie Żydów. Wobec groźby dekonspiracji i strachu o życie rodziny, Pruchniewicz zmuszony był odmówić dalszego schronienia przechowywanym Żydom. W listopadzie 1943 r. Blumowie opuścili Przedmieście Dolne. Początkowo ukrywali się w lesie, by docelowo znaleźć schronienie w gospodarstwie Dylągów w Strzeszynie. Tam szczęśliwie doczekali wyzwolenia. Niestety, Trana Blum, żona Jehudy Leiba wojny nie przeżyła.W marcu 1944 ktoś z sąsiadów doniósł na Gestapo, że Próchniewiczowie ukrywali Żydów. Niebawem ich dom odwiedziło dwóch Niemców. Po rewizji połączonej z kradzieżą, pobili Józefa, aresztowali i osadzili w więzieniu w Jaśle. Niedługo potem został zamordowany i pochowany w bezimiennej mogile zbiorowej w Warzycach. Rodzina dowiedziała się o rozstrzelaniu z ogłoszenia, tzw. afisza śmierci. Dzisiaj jedynie symboliczny grób na cmentarzu w Bieczu świadczy o tym wielkim Polaku. Uratowany z Zagłady Jehuda Leib Blum tak opisuje całą historię ocalenia:
"Ja sam ukrywałem się u Polaka, na przedmieściu, przez 16 miesięcy. Dłużej nie mogłem tam zostać, ponieważ ten Polak zaczął się bać... Po trzech miesiącach mojego ukrywania się u drugiego Polaka, niemiecka policja dowiedziała się o mojej kryjówce u pierwszego Polaka na przedmieściu. Szukali mnie tam, a Polak został dotkliwie pobity – przyznał się, że rzeczywiście mnie ukrywał, ale potem przepędził. Puszczono go wolno, mnie zaczęto szukać. Po kilku dniach Niemcy dowiedzieli się, kto mnie ukrywał, zabrali tego Polaka i zawieźli go do Jasła, skąd nigdy nie wrócił". Dzięki zeznaniom żyjących członków rodziny Blumów: Mosze Kuflika i Reizli Blum (obecnie Szoszana Szeinman) Instytut Jad Waszem nadał rodzinie Pruchniewiczów tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Uroczystość wręczenia medalu odbyła się 21 czerwca 2009 r. w Rzeszowie.

Na cmentarzu znajdują się także groby mężczyzn zabitych przez Niemców. 15 sierpnia 1942 r. (dzień po likwidacji getta), zastępca komendanta posterunku żandarmerii w Gorlicach, Alois Viellieber rozstrzelał na rynku strzałami w tył głowy 3 mężczyzn. Dwaj z nich: Jan B., i Franciszek C. zostali aresztowani przez strażników miejskich: Zygmunta K. i Józef A. za kradzież z magazynu pożydowskiego kilku sztuk odzieży. Trzeciego - Antoniego J. z Rozembarku [Rożnowice] zastrzelono za maltretowanie Żydówki Brachy Wolf. W egzekucji uczestniczyli - w charakterze pomocników - polscy policjanci granatowi. Wcześniej mężczyźni byli przez Niemców torturowani. Rodzinom pozwolono zabrać zwłoki i pochować na miejscowym cmentarzu.